wtorek, 16 sierpnia 2011

Robespierre i Danton - biografie równoległe


Biografia francuskiego rewolucjonisty jest pierwszą z prac tego typu, jakie napisał Jan Baszkiewicz, zmarły w tym roku politolog, znawca historii ustrojów politycznych i historii Francji. Książka opublikowana w 1976 roku w wydawnictwie Ossolineum w serii biograficznej poprzedza Dantona (1978), Ludwika XVI (1983), Richelieu’go (1984) i Henryka IV (1995). Została napisana po pierwszym wydaniu Historii Francji (1974). 
Książka przedstawia pięć ostatnich lat życia Maksymiliana Robespierre’a (1789-1794).
Jest to praca z wyraźnie wypowiedzianą w końcowej części pracy tezą: autor broni postaci przed działaniem krzywdzącego wizerunku, jaki ukształtował się w pamięci potomnych [310, 311]: najlepiej uzmysławia jego działanie obecna w wielu podręcznikach szkolnych karykatura termidoriańska przedstawiająca Robespierre’a dokonującego egzekucji kata, po zgilotynowaniu całej Francji (np. szkoła średnia: WSiP, cz. 2, 2008, s. 221; Nowa Era, t. 2, cz. 1, 2008, s. 240). Intencję karykaturzysty odczytuje się posługując parafrazą innego cytatu, mówiącą, że obraz jest alegorią rewolucji zjadającej własne dzieci. 
Obraz eksponuje ideę śmiercionośnej radykalizacji rewolucji, i, wcale nie przy okazji, wskazuje winnego jej polityka. Czytelnik podręcznika nie wie kto jest autorem karykatury: jedynie w efekcie trudu analizy może dojść oceny stanu nastrojów społecznych i intencji autora obrazu. Z powodu popularności karykatury termidorian Robespierre stał się uosobieniem terroru rewolucji (o jej hipostazach pisze autor w Dantonie, 171-172 i innych publikacjach)? 
Z jednej strony, przedstawiając szczegółowe relacje z wydarzeń, w których brał udział bohater biografii w latach 1789-94, Jan Baszkiewicz przekonuje odbiorcę do myśli o Robespierze jako o wpływowym polityku, ale tylko jednym spośród wielu trybunów (Danton, Saint-Just, Desmoulins, Marat, Brissot, Hebert, i innych), jacy byli odpowiedzialni za działania polityczne, także te w Komitecie Ocalenia Publicznego, instytucji nadzorującej pracę ministerstw w latach 1793-94. Ukazuje zatem Robespierre’a jako tryb złożonej maszyny politycznej, w ramach działania której odpowiedzialnością za tzw. terror i jego skutki nie może być obarczona jedna osoba. Pokazuje rewolucję jako proces wymykający się spod kontroli jego uczestników eskalowanie napięcia politycznego, do jakiego doszło na skutek zmiennej, trudnej do przewidzenia gry sojuszy ugrupowań parlamentarnych, w efekcie których stawiani byli przed sądem i skazywani bez prawa do obrony kolejno hebertyści, dantoniści i w końcu robespieryści. 
Biograf zwraca uwagę na mroczne hasła typu - istnieje tylko podział na dwie partie - dobrych i złych [294], które pociągają za sobą strach przed opozycją, lęk przed przegraną. 
Z drugiej strony Jan Baszkiewicz tworzy obraz Robespierre’a niezłomnego samotnika, incorruptible, wiecznego opozycjonisty [214]. Podstawą głoszonych idei politycznych były poglądy Jeana Jacquesa Rousseau. Mówi o suwerennej władzy ludu, jako o jedynej „dobrej” władzy rewolucyjnej (władzy opartej na „umowie społecznej), o konieczności edukacji sankiulotów mającej umożliwić im bezpośredni udział we władzy. 
„Robespierre chciał zapewnić sukces humanistycznemu i demokratycznemu przesłaniu rewolucji” - pisze Jan Baszkiewicz [310]. 
Autor zwraca uwagę na ostatnie działania Robespierre’a i podkreśla - co brzmi jak usprawiedliwienie - być może podminowaną depresją bezradność, przeczucie nadchodzącej śmierci, czym może sugerować świadomość śmierci „za sprawę”. Buduje „tragizm postaci”[310]. Postaci Robespierre’a nadaje cechy profety.  
...
Literacki obraz Robespierre’a powstaje w opozycji do postaci Dantona, któremu Jan Baszkiewicz poświęcił następną książkę, wydaną dwa lata później (Danton, PIW, 1978). Przeciwstawność postaci wynika z pozytywnej legendy, jaka wiąże się z Dantonem, powstałej w okresie III Republiki. Ponadto porównywanie rewolucyjnych trybunów było klasycznym tematem wypowiedzi:  „Porównywanie go [Robespierre’a - JM] z Dantonem jest od dawna gratką dramaturgów, powieściopisarzy i historyków” [ryc. 22] - pisze Jan Baszkiewicz i dodaje gdzie indziej, że o ile Danton doczekał się nobilitacji w postaci nazwy ulicy w Paryżu, innym rewolucjonistom nie było to dane [55]. A w szczególności nieprzekupnemu i bardziej ideowemu Robespierre’owi. 
Stosunek Jana Baszkiewicza do Dantona jest ambiwalentny - zmienia się im bliżej do jego śmierci, ściętego gilotyną w kwietniu 1794 roku. Wymowne jest zestawianie dwóch form nazwiska głównego bohatera - d’Anton versus Danton [53]. Autor eksponuje w ten sposób podwójną tożsamość postaci, jaka klaruje się z lektury licznych źródeł. Stara się w ten sposób przedstawić swoją pracę jako polemiczną do innych prac, bardziej jednoznacznych w ocenie. Tworząc obraz korzysta z porównania, jakiego użył Machiavelli, pisząc, że władca musi być jednocześnie i lisem i lwem [153]. Jej aforystyczne podsumowanie można znaleźć w zdaniu wypowiedzianym przez René Levasseur de la Sarthe, który miał rzec o Dantonie: „Kochaliśmy go wszyscy jako trybuna, nie mogliśmy go szanować jako człowieka”[73]. Rzecz dotyczy nie tylko udowodnionej przez badaczy korupcji, chodzi także o niejednoznaczne poglądy trybuna. Georges Danton jest reprezentantem „kordelierskiej burżuazji”[53], jest zwolennikiem monarchii konstytucyjnej, status quo (po uchwaleniu konstytucji we wrześniu 1791 roku), robespierrowskiej „pół-wolności”[115], zdaniem Condorceta jest manipulatorem i agitatorem ludu jako minister (sierpień-październik 1793) [142]. Wobec incorruptible cieniem się kładzie sprawa korupcji. Danton sam uważa niedwuznacznie, że należy „spożywać owoce naszej szczęśliwej rewolucji”[66] oraz, że „rewolucja to bitwa, w bitwie bierze się łupy na nieprzyjacielu”[89]. Jan Baszkiewicz przedstawia dowody na przekupienie Dantona [79,83]. Nawet tutaj autor biografii dodaje: „Danton nie był najbardziej zachłannym rewolucjonistą”[89], a „wokół niego skupiali się pourris”[89], chodzi o dokonujących malwersacji finansowych na wielką skalę i bez skrupułów jego współpracowników Fabre’a d’Eglantine’a, ... Jan Baszkiewicz raczej pyta czy korupcja Dantona wpłynęła na jego polityczną postawę i polityczne działania [90]. Odpowiedź można znaleźć w następującym cytacie: „Takim l’homme de l’audace, człowiekiem odwagi, będzie w krytycznym momencie, w sierpniu 1792, sprzedajny, demagogiczny Danton. Zuchwały, wielki Danton.”[125]
Ocena działań Dantona jest już inna, choć Jan Baszkiewicz działa według podobnego schematu: wydaje wyważony sąd źródłowy i dodaje do niego wątpliwość tak, by pokazać subiektywną ocenę opinii źródłowej. Pisze, że Danton jest „maszynistą” rewolucji, nie wiadomo jednak w jakiej mierze [142]. Gdzie indziej dodaje przecząc cytowanym wyżej [125] słowom, że Danton wcale nie był mózgiem rewolucji 10 sierpnia 1792 roku [139]. Już bez osłabiającego kontrargumentu biograf pisze, że Danton ocalił dzieło rewolucji [183] i stanowczo wypowiada swój „brak zgody na nieprzychylną, niepogłębioną charakterystykę Dantona”[195]. 
Wobec historycznego sądu mówiącego, że biografię Dantona można rozpatrywać tylko w opozycji do biografii Robespierre’a Jan Baszkiewicz zwraca uwagę na wspólne obu rewolucjonistom poglądy, jakie kierowały nimi w okresie silnego napięcia politycznego drugiej połowy 1793 roku. Od pewnego momentu polski biograf nie usiłuje stanąć ponad obiektem opisu. Wydaje się bowiem, że podziwia tego, jak sam pisze cytując słowa innych, „mocno ujadającego doga”, za to, że nigdy nie zapisywał swoich mów [20]. Broni go za to, że był jednym z talentów wyzwolonych przez rewolucję. Opisując ostatnie chwile życia Dantona stawia pytanie retoryczne: „czy można na serio mieć pretensje, że w swoim przemówieniu [ostatnim obronnym w czasie procesu - JM] drwił sobie niekiedy i z prawdy”[340]. Działania rewolucyjnego rządu, który dokonał zatrzymania, osądzenia i wydania wyroku śmierci Jan Baszkiewicz uważa, że „można zrozumieć, trudno usprawiedliwić. Nawet refleksją, że gdyby rząd miał takie dowody korupcji Dantona, jakie są dziś znane, to proces przedstawiałby się inaczej”[344]. 
Obserwatorowi życia politycznego i społecznego drugiej połowy lat 70. XX wieku nie mógł umknąć nadchodzący kolejny kryzys gospodarczy i polityczny państwa komunistycznego. Czy Robespierrem (1976) i Dantonem (1978) Jan Baszkiewicz nie zabiera głosu w sprawach bieżących? Pomińmy dążenie do naukowego obiektywizmu wydawane w ostrożnych sądach o bohaterach. Robespierre i Danton, obydwaj są ludźmi XVIII-wiecznej rewolucji, obydwaj jej ofiarami. W postaci Robespierre’a jest więcej idealizmu, russoistowskiej wiary w suwerenność i dobro władzy ludu. U obrazie Dantona talentu działania, umiejętności porywania ludzi dla idei, ale także pragmatyzmu i umiarkowania. Obydwaj są wizjonerami, nie tylko kasandrycznymi. Danton ocalił dzieło Rewolucji - pisze Jan Baszkiewicz [183], śmierć Robespierre’a zamyka heroiczny okres rewolucji - wypowiada autor w biografii nieprzekupnego [308] dodając następnie, że Robespierre chciał zapewnić sukces humanistycznemu i demokratycznemu przesłaniu rewolucji [310]. Poświęcenie i śmierć w imię rewolucji demokratycznej i humanistycznej wypowiadana w drugiej połowie lat 70. brzmi dwuznacznie. Otwiera drzwi do myślenia o radykalizmie zachowań politycznych jako o wzorze: tak dla reżymu komunistycznego, jak i opozycji. Być może w większym stopniu opozycji, bardziej zdeterminowanej przez niesprawiedliwość społeczną. Być może dwuznaczność (tak jak i pojawiające się cytaty z dzieł Engelsa i Marksa) pozwoliła ocalić prace w ich obecnym kształcie, kontrastującym z uzupełniającymi paletę obrazu wypowiedziami Jana Prokopa (Jacek Kowalski, Anna i Mirosław Loba, Jan Prokop, Dzieje kultury francuskiej, Warszawa: PWN, 2005, ss. 371-387), który w syntezie kultury Hexagonu uczynił postać Robespierre’a wszechwładnym dyktatorem, fascynatem monopolu idei „woli powszechnej”, emanacją której miała być władza wąskiej reprezentacji, wreszcie organizatorem terroru, na którym wzorowali się radzieccy dyktatorzy komunistyczni. Jan Baszkiewicz powiedziałby zapewne, że Jan Prokop nieprzychylnie „spłaszczył” postać nieprzekupnego. 
Jan Baszkiewicz, Robespierre, Wrocław: Ossolineum, 1976, ss. 312. 
Jan Baszkiewicz, Danton, Warszawa, PIW, 1978, ss. 347. 


wtorek, 9 sierpnia 2011

wtorek, 2 sierpnia 2011

Richelieu - człowiek XVII-wiecznego państwa

„ I tylko jeśli przejdziemy obojętnie obok cierpień, nędzy, desperacji i głodu tych prostych ludzi - stać nas będzie na beznamiętny podziw dla politycznej wirtuozerii pana kardynała” [410] - pisze w ostatnich zdaniach biografii Armanda Jeana du Plessis de Richelieu Jan Baszkiewicz sugerując w ten sposób krytyczną ocenę opisywanej postaci. Autor dzieli tym samym czytelników na chłodnych zwolenników makiawelicznej, podbudowanej racją stanu [201-202] skuteczności politycznej i na zaangażowanych emocjonalnie polityków dbających o dobro ogółu. Można sądzić, że jest to zabieg sztuczny, anachroniczny, nietrafny. O podobne lekceważenie kategorii opisu wręcz trudno posądzać autora. Trudno sobie wyobrazić polityka, władcę XVII-wiecznej Europy czyniącego dobro swoich poddanych priorytetem własnej polityki. Służba poddanym urasta do powszechnie znanego hasła propagandowego dopiero pod rządami Fryderyka II, króla XVIII-wiecznych Prus. 
Cytowane cierpienia, nędza, desperacja i głód odnoszą się raczej do współczesnej autorowi książki wrażliwości na los człowieka, podbudowanej jego niezbywalnymi prawami. Tutaj również bez trudu odnajdziemy różnicę między sferą deklaratywną a doświadczeniem, co każe nam traktować dbałość o dobro obywateli/poddanych nie jako zadanie władzy politycznej, a jako prawo obywatela. 
Cierpienia, nędza, desperacja i głód należy uważać raczej za efekt pewnych braków w pojmowaniu racji stanu przez kardynała Richelieugo, nie jego indywidualny brak wrażliwości, o której wiemy niewiele - tyle, że prawdopodobnie bał się tłumu: był bowiem świadkiem masakry przez paryski plebs jednego z polityków. Należy zwrócić uwagę, że powyższy zestaw epitetów wiąże się być może z argumentacją krytyków polityki kardynała, w której w latach 30. XVII wieku znaczące miejsce znajdują wydatki na cele wojenne, rujnujące gospodarkę, także demograficznie. Richelieu był świadomy współzależności tak rujnującej poddanych polityki zagranicznej, jak i propagandowego znaczenia populizmu, z którego korzystali jego przeciwnicy polityczni. Prawdopodobnie był skłonny większą wagę zwracać uwagę na populistyczny cel sformułowań, związany z zaangażowaniem w opanowanie walk „kabał” [sic!] o wpływy na dworze Ludwika XIII, niż w przekonanie w niezwykle złożony mechanizm funkcjonowania państwa. Był przede wszystkim politykiem z rzadką intuicją, dzięki której wiedział, że grupą społeczną, z którą należy się liczyć są dzierżawcy podatków i dziedziczący dzięki prawu paulette urzędnicy administracji królewskiej. 
Etatyzm Richelieu powiązany jest gradacją celów. Dobro poddanych jest podporządkowane wyobrażonej przez kardynała idei państwa i monarchii. Realizacji wizji silnej monarchii, kraju z którego władcą liczą się wszyscy w Europie (cesarz i papież), podporządkował inne kwestie - ekonomiczną i religijną kraju, też osobistą, choć nie rodzinną. Był skuteczny także w obronie swojej pozycji na dworze. Umacniał swoją pozycję także dzięki rozbudowie więzi powinowactwa. Członków rodziny obdarowywał niekiedy synekurami, zasadniczo dbał, by w ważnych instytucjach posiadać swoich zwolenników. Posądzany o manipulowanie królem miał powiedzieć finezyjnie o swojej pozycji, że nawet jeśli stawia kroki przed Ludwikiem XIII (nawiązanie do jednej z zasad etykiety dworskiej), to tylko po to, by swojemu władcy oświetlić drogę. O skrytej osobowości kardynała i na temat jego sukcesów politycznych krążyły legendy - krzywdzące lub bałwochwalcze, zawsze mitologizujące.
Mimo rozlicznych wahań, związanych z lekturą tekstów przedstawiających różne perspektywy opisu polityki Richelieugo przez jego współczesnych, Jan Baszkiewicz podkreślał skuteczność polityki kardynała. Można zasugerować myśl, że miarą sukcesów Richelieu był sukces monarchii - l’etat, c’est moi.  A zatem przedkładał interes monarchii nad interes osobisty (choć u kresu życia był bogatym właścicielem pałacu w Richelieu [ryc.27] i Palais-Cardinal, znanym dzisiaj jako Palais Royal [ryc. 24]), a interes służby państwu wiązał się w samodzielnością polityczną. A może widział siebie jako człowieka-instytucję, bez sfery prywatnej, do której nie mamy wglądu źródłowego? Taką konstrukcją łatwo nieświadomie „zobiektywizować” biografię kardynała, wkładając ją do szuflady innych ludzi-instytucji, np. Robespierre’a. Należy pamiętać o różnicach wizji demokratycznej instytucjonalności XX-wiecznej i tej sprzed trzech stuleci. Sukces tej ostatniej był wprost proporcjonalny do talentu jednostki nią kierującej, miał zatem podtekst absolutystyczny. 

Jan Baszkiewicz, Richelieu, Biografie sławnych ludzi, Warszawa: PIW, 1984, ss. 410.

czwartek, 21 lipca 2011

Z władzą przez epoki

Kiedy Barbara Skarga pisała esej o autorytecie, uczyniła zeń pierwszą siłę, która na poziomie relacji obywatelskich buduje zaufanie niezbędne do posłuszeństwa wobec osoby/osób, które będą sprawowały władzę. Filozofka stanęła w ten sposób w opozycji do koncepcji władzy Hannah Arent, dla której władza z definicji zawiera element przemocy.
W ujęciu Tomasza Hobbesa, którego definicję wybrał Jan Baszkiewicz za wiodącą, źródłem posłuszeństwa są trzy niewykluczające się nawzajem motywy: Siły, Autorytetu i Władzy [5].
Jana Baszkiewicza interesuje władz polityczna. Nie ma tam miejsca na władzę rodzicielską, na władzę wynikającą z innych relacji życia społecznego, np. z systemu klientalnego, przewag ekonomicznych bądź symbolicznych. 
Kręgosłupem narracji jest oś chronologiczna. Punktem wyjścia jest rok 1000, co wydaje się do pewnego stopnia wyborem arbitralnym, uzasadnianym koncepcją serii „Zrozumieć Europę”, gdzie granice kontynentu europejskiego mieszczą się w dzisiejszych ramach geograficznych. Ramy geograficzne nie odpowiadają granicom ideologicznym, co jest zrozumiałe tak ze względu na rozmiary pracy jak i ze względu na upraszczający efekt schematyzacji rozważań o władzy, która sprowadza refleksję do trzech, czterech ośrodków myśli i władzy zarazem. Poszczególne typy władzy politycznej, opisywane w perspektywie czasowej, opisywane są na podstawie doświadczeń życia politycznego Francji, Anglii, później Stanów Zjednoczonych, a w niektórych okresach Zjednoczonych Prowincji Niderlandów, Hiszpanii, Austro-Węgier, I Rzeczypospolitej, Wenecji. 
Intencją autora było pokazanie, że w każdej z omawianych epok, definiowanej podręcznikowo przez dominujący ustrój polityczny, funkcjonuje kilka rozwiązań ustrojowych, jak w epoce nowożytnej kojarzonej z absolutyzmem, lub przynajmniej dwa modele tego samego typu ustroju, kiedy Jan Baszkiewicz omawia demokratyzowanie władzy w Europie Zachodniej w XIX wieku na przykładzie Francji i Wielkiej Brytanii. 
Na uwagę zasługuje wychodzące poza podręczniki szkolne zniuansowanie sytuacji ustrojowej w XIX wieku. Posunięciem porządkującym wiedzę jest wprowadzenie pojęcia ustroju autorytarnego dla rozwiązań politycznych państwa Napoleona Bonapartego i jego bratanka Napoleona III, prowadzące w pierwszym przypadku do restauracji z zachowaniem konstytucji i kodeksu cywilnego, w drugim do ogłoszenia Francji republiką. 
W wywodach autora Władzy, a niech to będzie problem podwójnej legitymizacji absolutyzmu, zwraca uwagę dążenie do ukazania różnych źródeł sankcji politycznej udzielanej władzy politycznej. Jan Baszkiewicz tworzy schemat ustrojowy i podkreśla różnorodność pobudek kierujących jego twórcami, zwolennikami. Zwolennikami absolutyzmu byli szwedzcy mieszczanie, dla których oznaczało to pozbawienie praw dotąd faworyzowanej szlachty. Absolutyzm to nie tylko w praktyce nieograniczone prawo monarchy do stanowienia prawa (ograniczone prawem natury, któremu podlegają przecież śmiertelni władcy), ale to skutecznie rozpowszechniana propaganda sukcesu militarnego i budowanie poczucia siły aż do państwowej megalomanii - wszystkie wielce kosztowne i zatem napędzające machinę fiskalną, która zapewnia realizację ekspansjonistycznych planów. Państwo absolutne jest tym co osiąga, nie tylko tym co jest [72]. Nie tylko w analizie liberalnego i demokratycznego systemu władzy widać troskę autora o opisanie społecznych mechanizmów tworzenia władzy (zwracają uwagę zagadnienia powstawania samorządu i federacyjnej koncepcji państwa). Wszystkie charakterystyki są opatrzone  zastrzeżeniami o długotrwałości procesu i różnych jego realizacjach, w różnych częściach kontynentu, jak to widać choćby na przykładzie równoległego funkcjonowania systemu postabsolutnego i autorytarnego w XIX-wiecznej Europie. W efekcie otrzymujemy obraz mozaiki ustrojowej, ustrojowej Europy „różnych prędkości”.
Bardzo klarowne wyjaśnienie otrzymują XX-wieczne autorytaryzmy i totalitaryzmy, a oryginalny, bo wizjonerski, wkład autora stanowią refleksje dotyczące przyszłości ustrojów demokratycznych. Pisana pod koniec XX wieku książka nastroiła Jana Baszkiewicza do stworzenia krytycznej wizji. Autor dostrzega erozję relacji obywateli z władzą polityczną wywołaną przez osiągnięcie pozornego dobrobytu przez zachodnioeuropejskie państwa socjalne. Władzę postrzega jako towar, o który się walczy i który po zdobyciu należy utrzymać za wszelką cenę. Skutkiem takiego uprzedmiotowienia władzy jest manipulacja obywatelami, bezsilność i frustracja tych ostatnich pogłębiana jeszcze zmieniającymi się stosunkami demograficznymi i kulturowymi na skutek licznej imigracji do Europy [169-170]. Brakuje codziennego praktykowania cnót demokratycznych [170]. Choć podobną ocenę autor aplikuje dla całego kontynentu, jego ostateczna konkluzja jest bardziej powściągliwa niż poprzedzająca ją krytyczna ocena. Szkoda, że wywód kończy się sugestią, że nie zawiera konstruktywnej propozycji poza implicytną oceną zwolenników rzekomej omnipotencji jednej z dróg rozwoju jedności europejskiej. „...demokracja europejska [...] staje w obliczu przemian. Nie ma na nie prostych recept; wyobrażenia, że redukcja suwerennej władzy państw narodowych w systemie europejskiej jedności niesie rozwiązanie wszystkich dylematów demokratycznego rządzenia, są bardzo uproszczone”. [171] 

Zanim nadeszła ciemność

Fot. JM. Uczłowieczanie monumentu.

Fot. JM. Tramwajowe tory nad Dunajem.

Fot. JM. 

Fot. JM. Uczłowieczanie monumentu. 

Fot. JM. Pocztówka, a fee;)

Fot. JM. 

Fot. JM. Impresja

czwartek, 7 lipca 2011

Z "Francją w Europie" Jana Baszkiewicza

Roli Francji w Europie nie trzeba uzasadniać - stwierdza autor, politolog i wybitny znawca historii tego kraju. Na pewno trzeba ją przedstawić i określić, co czyni Jan Baszkiewicz w czterech rozdziałach książki wydanej w wydawnictwie Ossolineum, w serii  - Zrozumieć Europę. Definiuje temat w rysie historycznym państwa, wychodzi poza granice Hexagonu śledząc losy Francuzów na obczyźnie i obcokrajowców we Francji, objaśniając wkład Francuzów w organizację życia instytucjonalnego na kontynencie.
W państwie definiowanym jako geograficzna przestrzeń znaczące dla Jana Baszkiewicza były ewoluujące koncepcje granicy wschodniej, jedynej, która mogła być kształtowana. Patrymonialnej Merowingów, Karolingów i Kapetyngów ze stopniowo rosnącą domeną królewską. Galijskiej powstałej w XVI wieku i odwołującej się do epoki galijsko-rzymskiej, opracowanej niewątpliwie na rzecz ekspansjonistycznych planów monarchii. Powstałej w XVII wieku, epoki największej  siły Francji, koncepcji językowej i XVIII-wiecznej koncepcji dobrowolnej przynależności. By w XIX wieku uznać za kluczową sentencję Ernesta Renana - naród jest naszym codziennym plebiscytem [14-15] - wygaszającą spory graniczne, ale i czynią kwestię przynależności osobistym wyborem, który w epoce „skracania i przekształcania granic” wydaje się być szczególnie istotny. 
 Równoprawność, hegemonializm, koncert europejski, równowaga sił, integracja - to polityczno-prawne słowa klucze dla autora książki [21], którymi definiuje rolę Francji w Europie. Dają jasny obraz polityki państwowej. Równoprawność tłumaczy rywalizację monarchii kapetyńskiej z niemieckim cesarstwem dynastii Stauffów, potem austriackich Habsburgów; hegemonializmem objaśnia Jan Baszkiewicz dążenie monarchii absolutnej do dominacji w Europie, polityczne podstawy której stworzył kardynał Richelieu taktyką „małych kroków”; koncert europejski, to z kolei wycofanie się z dominacji na rzecz sprawowania monarszego status quo w XVIII wieku; równowagą sił politologowi do określenia porządku politycznego okresu restauracji, po 1815 roku; wreszcie w integracji odnajdujemy francuskie pomysły organizacji politycznej i gospodarczej kontynentu europejskiego powstałe pod koniec lat 40. XX wieku.  
W przedstawionym przez Jana Baszkiewicza „koncercie pojęć” otwierających koncepcje polityczne Hexagonu przynajmniej dwa momenty wywołują dysonans, bowiem przedstawiają jak ze słabej przegranej pozycji międzynarodowej jaką miała Francja po upadku Napoleona w 1815 roku i w czasie II wojny światowej zdołała doprowadzić do wzięcia udziału w rokowaniach zwycięskich Prus, Rosji i Austrii oraz aliantów i w efekcie współtworzyć nowy ład międzynarodowy. Jan Baszkiewicz zwraca uwagę na powyższe niekonsekwencje, nie wyjaśnia ich jednak, choć w pierwszym przypadku restauracja Burbonów francuskich może stanowić wyjaśnienie, choć nie wystarczające. W swojej Historii Francji pisze Jan Baszkiewicz o dążeniu de Gaulle’a do uczynienia Hexagonu mediatorem między USA i ZSRR oraz akceptacji Wielkiej Brytanii dla uczestnictwa Francji w strefach okupacyjnych jako wyniku obaw Anglosasów przed wycofaniem się USA i pozostawieniem ich samych wobec ekspansywnego wówczas Związku Radzieckiego [wyd. z 2009, s. 594].
Reformacja, oświecenie i rewolucja nie utrwaliły w pamięci społecznej obrazu Francuza podróżnika i imigranta. Może jedynie XVIII i XIX-wieczne kolonizacje, zwłaszcza indochińskie i afrykańskie mocno zaakcentowały obecność Francuzów i ich „brzemienia białego człowieka”. Ten aspekt migracji wykracza jednak poza zakres tematyczny książki. Znajomość Francji wynikała raczej z podróżowania do niej, choć Jan Baszkiewicz podkreśla rolę francuskich guwernerów i guwernantek i wynosi ich ponad wpływy związane z obecnością wybitnych postaci.
Francja uchodziła za to jako kraj przychylny dla imigrantów. Studenci, kupcy, potem uczeni i ekonomiści - szczególnie ci ostatni mieli przyczynić się do rozwoju kraju nad Sekwaną. W tym kontekście zwraca autor uwagę na przekazywane piórem liberalnych pisarzy opinie o XIX-wiecznych polskich imigrantach. W Kuzynce Bietce Honoré Balzaka paryski mieszczanin sarka na polskiego uchodźcę, którego „knowania dla odzyskania ojczyzny narażają bezpieczeństwo handlu i spokój”, i przy okazji daje potoczną definicję kraju nad Wisłą mówiąc, że azylanci swoje działania podporządkowują dla „jakiejś ojczyzny, która ponoć składa się z bagnisk, ohydnych Żydów, kozaków oraz chłopów, odmiany dzikich bydląt mylnie zaliczanych do rodzaju ludzkiego”[87-88]. Kilkadziesiąt lat później w czasie rewolucji paryskiej roku 1871 obraz się nie zmienia, a może obraz polskiego imigranta urasta do bardziej demonicznych rozmiarów. W wyobraźni Aleksandra Dumas syna, a może i nie tylko jego, Polacy stają się wszechobecnymi rewolucjonistami. Tak bowiem można rozumieć stwierdzenie pisarza, że Paryż „wpadł w ręce Polaków ze wszystkich krajów”[89]. 
Przedstawiana chronologicznie emigracja do Francji nie tworzy jednolitego prądu i nie można w jej opisie posłużyć się jednym zdaniem, bez uniknięcia spłaszczenia obrazu. Jan Baszkiewicz zwraca często uwagę na jej czasowy charakter i określa władzę francuską jako przychylną dla nich dodając dla kontrastu informacje o nieufności wobec nich z okresu rewolucji czy deportacje Żydów z kolaboracyjnego państwa Vichy. Pisze także o XIX i XX-wiecznej imigracji zarobkowej, dla której impulsami były rozwój ekonomiczny kraju w II połowie XIX wieku, straty demograficzne w wyniku I wojny światowej i wreszcie specyficzna koncepcja narodu francuskiego, którego członkiem mógł zostać każdy kto dokonał takiego wyboru i potrafił zaakceptować, przyjąć i kultywować po megalomańsku francuskość jako wyjątkową i lepszą część cywilizacji europejskiej. 
Francuska konstytucyjność, suwerenność, wolność-równość-braterstwo oraz prawa człowieka są kolejnymi słowami-kluczami książki Jana Baszkiewicza. Warto powtórzyć za autorem, że francuska koncepcja konstytucji jest późniejsza i opozycyjna wobec amerykańskiej. Fundamentem tej pierwszej jest dążenie nie tyle do ustalenia relacji między władzą polityczną a obywatelami ile stworzenie nowego modelu społeczeństwa. Dlatego dobrze wpisuje się w nią idea umowy społecznej. Projekt organizacji działania państwa i społeczeństwa obejmuje również prawa człowieka. W ujęciu francuskim, należy podkreślić za warszawskim politologiem, odmienny sposób traktowania człowieka. We francuskiej antropologii politycznej człowiek jest z natury dobry (nie ma złych ludów, są jedynie źle rządzone - powiadał Jean Jacques Rousseau) i jako taki może tworzyć w sprzyjających, tj. demokratycznych, warunkach emanującą dobrą naturą władzę. Tej władzy należy ufać. Władzę niedemokratyczną lud ma prawo obalić. Inaczej jest w koncepcji amerykańskiej, które opiera się na koncepcji człowieka jako na kompozycji dobrych i złych jakości. Stąd wynika ograniczone zaufanie do tworzonej władzy politycznej, a rezultatem tego jest stwierdzenie, że prawa człowieka służą ochronie przed jej nadużyciami [98-99]. 
Równie istotna jest koncepcja suwerenności - najpierw w postaci niezależności władzy monarszej, potem narodowej. W suwerenności podkreśla Jan Baszkiewicz zmienny stosunek do formy sprawowania władzy przez naród - bezpośredniej lub reprezentacyjnej. Mimo znajomości antycznego modelu demokracji bezpośredniej i prawa narodu do obalenia władzy jej nieprzestrzegającej suwerenność narodu ewoluowała w kierunku powinności i obowiązków obywatela, który do bycia częścią suwerennego narodu miał aspirować, a nie otrzymywać od narodzin. Taki wyraz mają konstytucje 1795 roku i kolejne XIX-wieczne, które lepiej odpowiadały interesom liberalnych bourgeois niż istniejącej podskórnie koncepcji narodu jako grupy wszystkich dorosłych obywateli. Ważnym elementem francuskich konstytucji było podkreślanie znaczenia drugiej generacji praw człowieka - praw do edukacji, do pracy, do godnego życia. 
Jan Baszkiewicz uzasadnia konieczność dyktatury rewolucyjnej, nie potępia jej skutków zdając czytelnikowi sprawę z niezbędności centralizacji terroru i jej czasowości (porównuje tutaj ją do rzymskiej dyktatury) wobec chaosu i bezprawia. Nie potępiając nie zakłada jej „płaszcza Noego” [sic!], jest świadomy jej krwawych represji. Przedstawia uzasadnienia, np. Robespierre’a, który definiuje ją jako budulec pod niezbędny fundament republiki; zwraca uwagę na wiele narzędzi represji i ucisku rewolucjoniści powielają. W podsumowaniu Jan Baszkiewicz podkreśla moc mitotwórczą wiedzy o rewolucjach francuskich - w odniesieniu do rewolucji tak 1789 jak i 1871 roku. 
W jednym cytacie możemy odkryć stosunek autora książki do Napoleona Bonapartego i Kodeksu Cywilnego. Na wyspie św. Heleny miał cesarz Francji powiedzieć: Moja prawdziwa sława nie wynika z wygranej w czterdziestu bitwach, Waterloo zatrze wspomnienie tylu zwycięstw. Tym czego nic nie wymaże, co przetrwa na wieki, jest mój Kodeks cywilny. [127]
Pod piórem Jana Baszkiewicza fraza - la lumière du monde, brzmi niejednoznacznie. Niekiedy należałoby umieścić ją w cudzysłowie, jako emblemat francuskiej megalomanii. Poza bladym lecz własnym światłem dorobku Oświecenia, w którym najwięcej zasług przypisuje mrówczej pracy petits maitres oraz wyjątkowej zdolności do łączenia w praktyce zdobyczy intelektualnych - np. monteskiuszowski podział władzy z russoistowską koncepcją ludowych źródeł władzy - autor nie przypisuje Francji znamion oryginalnej wielkości cywilizacyjnej. Wyjątkiem jest wzmianka o belle époque w malarstwie.  Duża powściągliwość w pochwałach każe mu jednak korygować chłód ocen miarą, którą należy oceniać dokonania Francuzów. 
W sferze religijnej pozycja Francji odznaczała się dużą samodzielnością polityczną. Mogła ją uzyskać dzięki skutecznej grze dyplomatycznej wobec papiestwa - wspierając je w konflikcie z cesarstwem, a potem stawiając zdecydowane żądania w kwestii nominacji biskupich i w efekcie realnej zależności hierarchii kościelnej od Rzymu. Jednostronna sankcja pragmatyczna (1348) ogłaszająca wyższość soboru nad papieżem i rozgrywanie kwestii niezależności politycznej Kościoła francuskiego (tzw. Kościół gallikański) na przestrzeni kilkuset lat doprowadziły do realnego usamodzielnienia hierarchii kościelnej daleko przed postulatami rewolucji. Od 1789 do 1905 roku Kościół francuski funkcjonuje w ramach organizacji państwowej. Jak uważa Claude Langlois w sferze religijności francuskiej doszło do potrójnej laicyzacji - państwa, społeczeństwa i samego katolicyzmu [179-183]. Państwa, kiedy sankcją władzy politycznej został naród (już Napoleon Bonaparte w czasie koronacji nie odwołał się do siły wyższej jako źródła władzy) a stosunek do religii przestał wpływać na zakres praw politycznych obywatela. Społeczeństwa, przez wprowadzenie instytucji ślubu cywilnego i stopniowe pozbawienie wpływu Kościoła na system edukacji i opieki społecznej. Samego Kościoła, przez zwiększenie wpływu świeckich na wybór duchownych, zgodnie z ideą „to my jesteśmy Kościołem” oraz zeświecczenie przestrzeni publicznej poprzez nacjonalizację majątków kościelnych i czasowe przekształcanie przestrzeni sakralnej w przestrzeń muzealną. 
„Francja w Europie” spełnia wysokie kryteria książki popularyzującej wiedzę. Jest bardzo ciekawą syntezą, a jej autor wnosi wysokiej jakości szatę słowną i trafnie wprowadzające do tematu lub pointujące cytaty.