czwartek, 7 lipca 2011

Z "Francją w Europie" Jana Baszkiewicza

Roli Francji w Europie nie trzeba uzasadniać - stwierdza autor, politolog i wybitny znawca historii tego kraju. Na pewno trzeba ją przedstawić i określić, co czyni Jan Baszkiewicz w czterech rozdziałach książki wydanej w wydawnictwie Ossolineum, w serii  - Zrozumieć Europę. Definiuje temat w rysie historycznym państwa, wychodzi poza granice Hexagonu śledząc losy Francuzów na obczyźnie i obcokrajowców we Francji, objaśniając wkład Francuzów w organizację życia instytucjonalnego na kontynencie.
W państwie definiowanym jako geograficzna przestrzeń znaczące dla Jana Baszkiewicza były ewoluujące koncepcje granicy wschodniej, jedynej, która mogła być kształtowana. Patrymonialnej Merowingów, Karolingów i Kapetyngów ze stopniowo rosnącą domeną królewską. Galijskiej powstałej w XVI wieku i odwołującej się do epoki galijsko-rzymskiej, opracowanej niewątpliwie na rzecz ekspansjonistycznych planów monarchii. Powstałej w XVII wieku, epoki największej  siły Francji, koncepcji językowej i XVIII-wiecznej koncepcji dobrowolnej przynależności. By w XIX wieku uznać za kluczową sentencję Ernesta Renana - naród jest naszym codziennym plebiscytem [14-15] - wygaszającą spory graniczne, ale i czynią kwestię przynależności osobistym wyborem, który w epoce „skracania i przekształcania granic” wydaje się być szczególnie istotny. 
 Równoprawność, hegemonializm, koncert europejski, równowaga sił, integracja - to polityczno-prawne słowa klucze dla autora książki [21], którymi definiuje rolę Francji w Europie. Dają jasny obraz polityki państwowej. Równoprawność tłumaczy rywalizację monarchii kapetyńskiej z niemieckim cesarstwem dynastii Stauffów, potem austriackich Habsburgów; hegemonializmem objaśnia Jan Baszkiewicz dążenie monarchii absolutnej do dominacji w Europie, polityczne podstawy której stworzył kardynał Richelieu taktyką „małych kroków”; koncert europejski, to z kolei wycofanie się z dominacji na rzecz sprawowania monarszego status quo w XVIII wieku; równowagą sił politologowi do określenia porządku politycznego okresu restauracji, po 1815 roku; wreszcie w integracji odnajdujemy francuskie pomysły organizacji politycznej i gospodarczej kontynentu europejskiego powstałe pod koniec lat 40. XX wieku.  
W przedstawionym przez Jana Baszkiewicza „koncercie pojęć” otwierających koncepcje polityczne Hexagonu przynajmniej dwa momenty wywołują dysonans, bowiem przedstawiają jak ze słabej przegranej pozycji międzynarodowej jaką miała Francja po upadku Napoleona w 1815 roku i w czasie II wojny światowej zdołała doprowadzić do wzięcia udziału w rokowaniach zwycięskich Prus, Rosji i Austrii oraz aliantów i w efekcie współtworzyć nowy ład międzynarodowy. Jan Baszkiewicz zwraca uwagę na powyższe niekonsekwencje, nie wyjaśnia ich jednak, choć w pierwszym przypadku restauracja Burbonów francuskich może stanowić wyjaśnienie, choć nie wystarczające. W swojej Historii Francji pisze Jan Baszkiewicz o dążeniu de Gaulle’a do uczynienia Hexagonu mediatorem między USA i ZSRR oraz akceptacji Wielkiej Brytanii dla uczestnictwa Francji w strefach okupacyjnych jako wyniku obaw Anglosasów przed wycofaniem się USA i pozostawieniem ich samych wobec ekspansywnego wówczas Związku Radzieckiego [wyd. z 2009, s. 594].
Reformacja, oświecenie i rewolucja nie utrwaliły w pamięci społecznej obrazu Francuza podróżnika i imigranta. Może jedynie XVIII i XIX-wieczne kolonizacje, zwłaszcza indochińskie i afrykańskie mocno zaakcentowały obecność Francuzów i ich „brzemienia białego człowieka”. Ten aspekt migracji wykracza jednak poza zakres tematyczny książki. Znajomość Francji wynikała raczej z podróżowania do niej, choć Jan Baszkiewicz podkreśla rolę francuskich guwernerów i guwernantek i wynosi ich ponad wpływy związane z obecnością wybitnych postaci.
Francja uchodziła za to jako kraj przychylny dla imigrantów. Studenci, kupcy, potem uczeni i ekonomiści - szczególnie ci ostatni mieli przyczynić się do rozwoju kraju nad Sekwaną. W tym kontekście zwraca autor uwagę na przekazywane piórem liberalnych pisarzy opinie o XIX-wiecznych polskich imigrantach. W Kuzynce Bietce Honoré Balzaka paryski mieszczanin sarka na polskiego uchodźcę, którego „knowania dla odzyskania ojczyzny narażają bezpieczeństwo handlu i spokój”, i przy okazji daje potoczną definicję kraju nad Wisłą mówiąc, że azylanci swoje działania podporządkowują dla „jakiejś ojczyzny, która ponoć składa się z bagnisk, ohydnych Żydów, kozaków oraz chłopów, odmiany dzikich bydląt mylnie zaliczanych do rodzaju ludzkiego”[87-88]. Kilkadziesiąt lat później w czasie rewolucji paryskiej roku 1871 obraz się nie zmienia, a może obraz polskiego imigranta urasta do bardziej demonicznych rozmiarów. W wyobraźni Aleksandra Dumas syna, a może i nie tylko jego, Polacy stają się wszechobecnymi rewolucjonistami. Tak bowiem można rozumieć stwierdzenie pisarza, że Paryż „wpadł w ręce Polaków ze wszystkich krajów”[89]. 
Przedstawiana chronologicznie emigracja do Francji nie tworzy jednolitego prądu i nie można w jej opisie posłużyć się jednym zdaniem, bez uniknięcia spłaszczenia obrazu. Jan Baszkiewicz zwraca często uwagę na jej czasowy charakter i określa władzę francuską jako przychylną dla nich dodając dla kontrastu informacje o nieufności wobec nich z okresu rewolucji czy deportacje Żydów z kolaboracyjnego państwa Vichy. Pisze także o XIX i XX-wiecznej imigracji zarobkowej, dla której impulsami były rozwój ekonomiczny kraju w II połowie XIX wieku, straty demograficzne w wyniku I wojny światowej i wreszcie specyficzna koncepcja narodu francuskiego, którego członkiem mógł zostać każdy kto dokonał takiego wyboru i potrafił zaakceptować, przyjąć i kultywować po megalomańsku francuskość jako wyjątkową i lepszą część cywilizacji europejskiej. 
Francuska konstytucyjność, suwerenność, wolność-równość-braterstwo oraz prawa człowieka są kolejnymi słowami-kluczami książki Jana Baszkiewicza. Warto powtórzyć za autorem, że francuska koncepcja konstytucji jest późniejsza i opozycyjna wobec amerykańskiej. Fundamentem tej pierwszej jest dążenie nie tyle do ustalenia relacji między władzą polityczną a obywatelami ile stworzenie nowego modelu społeczeństwa. Dlatego dobrze wpisuje się w nią idea umowy społecznej. Projekt organizacji działania państwa i społeczeństwa obejmuje również prawa człowieka. W ujęciu francuskim, należy podkreślić za warszawskim politologiem, odmienny sposób traktowania człowieka. We francuskiej antropologii politycznej człowiek jest z natury dobry (nie ma złych ludów, są jedynie źle rządzone - powiadał Jean Jacques Rousseau) i jako taki może tworzyć w sprzyjających, tj. demokratycznych, warunkach emanującą dobrą naturą władzę. Tej władzy należy ufać. Władzę niedemokratyczną lud ma prawo obalić. Inaczej jest w koncepcji amerykańskiej, które opiera się na koncepcji człowieka jako na kompozycji dobrych i złych jakości. Stąd wynika ograniczone zaufanie do tworzonej władzy politycznej, a rezultatem tego jest stwierdzenie, że prawa człowieka służą ochronie przed jej nadużyciami [98-99]. 
Równie istotna jest koncepcja suwerenności - najpierw w postaci niezależności władzy monarszej, potem narodowej. W suwerenności podkreśla Jan Baszkiewicz zmienny stosunek do formy sprawowania władzy przez naród - bezpośredniej lub reprezentacyjnej. Mimo znajomości antycznego modelu demokracji bezpośredniej i prawa narodu do obalenia władzy jej nieprzestrzegającej suwerenność narodu ewoluowała w kierunku powinności i obowiązków obywatela, który do bycia częścią suwerennego narodu miał aspirować, a nie otrzymywać od narodzin. Taki wyraz mają konstytucje 1795 roku i kolejne XIX-wieczne, które lepiej odpowiadały interesom liberalnych bourgeois niż istniejącej podskórnie koncepcji narodu jako grupy wszystkich dorosłych obywateli. Ważnym elementem francuskich konstytucji było podkreślanie znaczenia drugiej generacji praw człowieka - praw do edukacji, do pracy, do godnego życia. 
Jan Baszkiewicz uzasadnia konieczność dyktatury rewolucyjnej, nie potępia jej skutków zdając czytelnikowi sprawę z niezbędności centralizacji terroru i jej czasowości (porównuje tutaj ją do rzymskiej dyktatury) wobec chaosu i bezprawia. Nie potępiając nie zakłada jej „płaszcza Noego” [sic!], jest świadomy jej krwawych represji. Przedstawia uzasadnienia, np. Robespierre’a, który definiuje ją jako budulec pod niezbędny fundament republiki; zwraca uwagę na wiele narzędzi represji i ucisku rewolucjoniści powielają. W podsumowaniu Jan Baszkiewicz podkreśla moc mitotwórczą wiedzy o rewolucjach francuskich - w odniesieniu do rewolucji tak 1789 jak i 1871 roku. 
W jednym cytacie możemy odkryć stosunek autora książki do Napoleona Bonapartego i Kodeksu Cywilnego. Na wyspie św. Heleny miał cesarz Francji powiedzieć: Moja prawdziwa sława nie wynika z wygranej w czterdziestu bitwach, Waterloo zatrze wspomnienie tylu zwycięstw. Tym czego nic nie wymaże, co przetrwa na wieki, jest mój Kodeks cywilny. [127]
Pod piórem Jana Baszkiewicza fraza - la lumière du monde, brzmi niejednoznacznie. Niekiedy należałoby umieścić ją w cudzysłowie, jako emblemat francuskiej megalomanii. Poza bladym lecz własnym światłem dorobku Oświecenia, w którym najwięcej zasług przypisuje mrówczej pracy petits maitres oraz wyjątkowej zdolności do łączenia w praktyce zdobyczy intelektualnych - np. monteskiuszowski podział władzy z russoistowską koncepcją ludowych źródeł władzy - autor nie przypisuje Francji znamion oryginalnej wielkości cywilizacyjnej. Wyjątkiem jest wzmianka o belle époque w malarstwie.  Duża powściągliwość w pochwałach każe mu jednak korygować chłód ocen miarą, którą należy oceniać dokonania Francuzów. 
W sferze religijnej pozycja Francji odznaczała się dużą samodzielnością polityczną. Mogła ją uzyskać dzięki skutecznej grze dyplomatycznej wobec papiestwa - wspierając je w konflikcie z cesarstwem, a potem stawiając zdecydowane żądania w kwestii nominacji biskupich i w efekcie realnej zależności hierarchii kościelnej od Rzymu. Jednostronna sankcja pragmatyczna (1348) ogłaszająca wyższość soboru nad papieżem i rozgrywanie kwestii niezależności politycznej Kościoła francuskiego (tzw. Kościół gallikański) na przestrzeni kilkuset lat doprowadziły do realnego usamodzielnienia hierarchii kościelnej daleko przed postulatami rewolucji. Od 1789 do 1905 roku Kościół francuski funkcjonuje w ramach organizacji państwowej. Jak uważa Claude Langlois w sferze religijności francuskiej doszło do potrójnej laicyzacji - państwa, społeczeństwa i samego katolicyzmu [179-183]. Państwa, kiedy sankcją władzy politycznej został naród (już Napoleon Bonaparte w czasie koronacji nie odwołał się do siły wyższej jako źródła władzy) a stosunek do religii przestał wpływać na zakres praw politycznych obywatela. Społeczeństwa, przez wprowadzenie instytucji ślubu cywilnego i stopniowe pozbawienie wpływu Kościoła na system edukacji i opieki społecznej. Samego Kościoła, przez zwiększenie wpływu świeckich na wybór duchownych, zgodnie z ideą „to my jesteśmy Kościołem” oraz zeświecczenie przestrzeni publicznej poprzez nacjonalizację majątków kościelnych i czasowe przekształcanie przestrzeni sakralnej w przestrzeń muzealną. 
„Francja w Europie” spełnia wysokie kryteria książki popularyzującej wiedzę. Jest bardzo ciekawą syntezą, a jej autor wnosi wysokiej jakości szatę słowną i trafnie wprowadzające do tematu lub pointujące cytaty. 

środa, 15 czerwca 2011

Nowy aspekt Podlasia

Hale płyt wiórowych w pobliżu Orli - z premierem w tle

O pozagospodarczych aspektach wizyty premiera, o jego dyskursie też można powiedzieć kilka słów. Może w innym miejscu.
Inwestycja może lekko wpłynąć i podnieść, nie tylko na czas pracy, zaludnienie okolicy. Będzie tam pracowało kilkaset osób.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Spojrzenia na miasto średniowieczne

Książka „Życie miasta średniowiecznego” jest dowodem, tak jak i zaliczająca się do tej samej kategorii „Złota jesień polskiego średniowiecza”, że Henryka Samsonowicza należy umieścić w gronie znakomitych historyków takich jak Marian Małowist, Antoni Mączak, Jerzy Topolski, Bronisław Geremek, Aleksander Gieysztor, Janusz Tazbir. Łączył ich punkt wyjścia: w swoich zainteresowaniach wychodzili poza historię Polski, proponowali rozumienie dziejów kraju w kontekście procesów zachodzących na kontynencie i podejmowali badania nad zjawiskami ogólnoeuropejskimi i podejmowali trud pisania ujęć syntetycznych problemów życia społecznego, politycznego, kulturowego. Dla części z nich znaczącym etapem w karierze badacza była historia gospodarcza - mam na myśli trzej pierwszych wymienionych w powyższym zestawieniu. Do tego grona należy zaliczyć również Henryka Samsonowicza.

Spojrzenie na dzieje miasta średniowiecznego, pomyślane w ujęciu syntetycznym z przeznaczeniem dla nieprzygotowanego odbiorcy, nie byłoby możliwe bez analizy podstaw prawnych i gospodarczych prowadzonych przez warszawskiego badacza w studiach szczegółowych. „Życie miasta średniowiecznego” wysuwa na pierwszy plan aspekt prawny i gospodarczy. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że Henryk Samsonowicz postrzega funkcjonowanie miasta średniowiecznego przez pryzmat gospodarki. Stało się tak nie tylko z powodu upodobania autora do historii gospodarczej, lecz także w wyniku charakteru zbioru zachowanych dokumentów. Skąd czerpać wiadomości o funkcjonowaniu zbiorowości, jeśli nie z zachowanych danych, a tych najwięcej dotyczy działań gospodarczych. Z podanym pryncypium wiąże się definicja miasta: U genezy miast średniowiecznych - pisze autor - leży społeczny podział pracy [17, także 73]. I dalej podsumowuje: ...miasto jest funkcją rozwoju kraju [17]. Trudno nie zgodzić się z badaczem, że w konsekwencji o istnieniu miasta decyduje rozwój ekonomiczny. To, jak wiele miast przestawało nimi być, lub było tylko z nazwy, na przestrzeni wieków - dowodzi prawdziwości tezy.
Zapewne koncepcja i stan zachowania źródeł nałożyły ograniczenia ilościowe informacji i tematyczne. Stąd wgląd w życie miejskie dokonywany jest za pośrednictwem typów działań podejmowanych przez mieszczan, które szczęśliwie zostały zarejestrowane w dokumentach historycznych. 
Wygląd i ewolucja miasta, mieszkańcy, praca, budownictwo, poziom życia, czas, życie rodzinne, polityka i nawet kultura umysłowa mieszczan (to poszczególne rozdziały książki) - wszystkie kwestie są częścią mechanizmu życia miejskiego; w każdej z nich zostały uwypuklone dane gospodarcze; są one odpowiedzią na pierwsze zdanie książki, które sformułowane jako pytanie brzmi - czym jest miasto [5]. 
Książka składa się z uogólnień i wniosków. Wnioski Henryka Samsonowicza, referowane za stanem badań (na koniec lat 60, ponieważ wówczas miało miejsce pierwsze wydanie książki). Autor czerpie z danych dotyczących terytorium Polski, Śląska, a także Niemiec, Włoch i Francji, gdy poszukuje źródeł pewnych prawidłowości lub ich braku oraz początków zjawisk.
Wygląd miasta średniowiecznego zmienił się w XIII wieku, kiedy wprowadzono lokacje na prawie niemieckim. Przedtem to warowna i strzeżona siedziba monarsza, książęca lub możnowładcza z rozbudowywanym podgrodziem, gdzie mieszkały i pracowały liczne grupy zawodowe i centralnie położonym ośrodkiem religijnym. Potem to konstrukcja wyznaczona wychodzącymi pod kątem prostym z każdego rogu  prostokątnego rynku ulic, której jądrem jest plac targowy, gdzie z czasem pojawiły się i kościół parafialny i ratusz, siedziba rady miejskiej. Miasta powstawały najczęściej na trasie szlaków handlowych, jeśli były to starsze siedziby w ich lokacji uwzględniano warunki obronne ze względu na siedzibę możnowładcy. W epoce nowych lokacji powstawały niekiedy nowe struktury obok starych, co można śledzić także w toponomastyce. 
Charakterystyka zawodowa mieszkańców miasta zależy od rozmiaru metropolii. Im większe miasto tym różnorodniejszy skład jego mieszkańców. Podział na patrycjuszy, pospólstwo i plebs ma swoje uzasadnienie nie jest jednak wystarczający. Na mieszkańca możliwe jest spojrzenie przez pryzmat jego przynależności do grupy zawodowej - co za tym idzie do cechowej i osiąganych przez niego zysków lub strat, czy tradycyjnie przez stosunek i udział we władzy gminy. Osobną i ważną grupą są ubodzy i ludzie marginesu liczni w miastach, tym liczniejsi im jego mieszkańcy są bogatsi. Inny wreszcie punkt widzenia oferuje ocena przynależności językowej mieszkańców. Wiadomo, że język niemiecki był językiem rzemieślniczej i cechowej grupy mieszczan. Wiadomo, że na ulicach można było słyszeć mówiących językiem jidysz i język staropolski. Przynależność narodowa mieszkańców nie stanowiła o obliczu miasta. Więcej ważyła identyfikacja religijna, czy może najwięcej polityczno-ekonomiczna, o czym świadczy np. bunt mieszczan krakowskich wobec księcia Władysława Łokietka. 
Zboże, futra i woły wprowadziły mieszkańców Polski na rynki europejskie w XV wieku. Do tego czasu handel miał zasadniczo zasięg lokalny - to rolnicy stanowili największą grupę kupiecką. Na mniejszą skalę funkcjonował handel międzynarodowy, związany głównie ze szlakami przewozu towarów, jak choćby węgierskiej miedzi nad Morze Bałtyckie. 
Wymiana lokalna była jednak bardziej znacząca dla mieszkańców Polski i więcej nam mówi o ich profilu zawodowym. Organizacja zawodowa rzemieślników to cechy, lecz ich członkowie stanowią jedynie część, której funkcjonowanie jest relatywnie lepiej znane niż pozostałej części tej samej grupy zawodowej. Wiedzę o średniowiecznych zawodach i obszarach, w ramach których podejmowano pracę dostarczają w sposób nieregularny różne dokumenty: rachunki, dokumenty przywilejów, dane sądowe niekoniecznie o gospodarczym pochodzeniu. O znaczącej roli wymiany handlowej świadczą lokacje miejskie z placami targowymi, dokumenty przywilejów jarmarcznych. Osobną kategorię dochodów były wszelkiego typu podatki. Henryk Samsonowicz jeszcze raz podkreśla, że im większy ośrodek miejski tym większa liczba zawodów i większa specjalizacja zawodowa mieszkańców.
Tylko w rynku można było spotkać murowane domy, zwane nie bez powodu kamienicami. Reszta to nietrwałe bo ulegające łatwo ogniowi zabudowania drewniane. Rozkład pomieszczeń w mieszkaniu jest wiele mówiący o kulturze materialnej i zwyczajach jego mieszkańców. Skąpych informacji dostarcza raczej ikonografia niż wyniki badań archeologicznych. Wiadomo jednak powszechnie, że dopiero w XV wieku budownictwo murowane objęło większy zasięg w mieście. Nie tylko kościoły ale i ratusze zaczęły konkurować o miano najbardziej znacznej budowli miejskiej - stwierdza badacz w konkluzji.
Po raz kolejny ciekawy dla powstanie miast jest sposób organizacji przestrzeni miejskiej. R. Michałowski i J. Banaszkiewicz mieli dowodzić wpływu instytucji kościelnych na rozwiązania urbanistyczne przed tak ważnym okresem, jakim była lokacja na prawie niemieckim. Centrum miejskie wyznaczało także hierarchię ważności mieszkańców. Nazewnictwo ulic podpowiada z kolei o organizacji przestrzeni zgodnie z zawodami, ale i o więziach struktury miejskiej z wsią - jak uważa autor przytaczając przykład ul. Łąkowej.
Określenie poziomu życia mieszczan jest niezwykle trudne - stwierdza Henryk Samsonowicz. Brak bowiem regularnych danych o dochodach poszczególnych grup społecznych. Takiemu badaniu mogą być poddani jedynie niektórzy przedstawiciele patrycjatu. Poziom życia mierzy badacz przez określenie płacy realnej, czyli płaca wyrażona w kosztach wyżywienia [110]. Jak trudne to zadanie świadczą regionalne różnice w cenach produktów żywnościowych i różnice w obyczajach żywieniowych. Ponadto należy wziąć pod uwagę wahania cen na różne produkty i usługi. To jeden z najtrudniejszych do określenia wskaźników, lecz dowiadujemy się przy okazji - tutaj większą liczbą źródeł dysponują badacze zachodnioeuropejscy - o stopie życiowej Europejczyka, i za pośrednictwem takich danych możemy ostrożnie wnioskować o poziomie życia mieszkańca Korony. Autor podaje, że poziom życia patrycjatu można mierzyć możliwościami nabywczymi [115]. O tym jak duże różnice w stopie życiowej istniały w średniowicznym Gdański świadczą nasępujące dane przytoczone przez badacza: najemnik w ciągu roku mógł kupić okołu 300 korców żyta, kupiec dalekomorski od 100 tyś. do 120 tyś., a przedstawiciele władz miejskich dysponowali majątkiem, za który można było kupić 7-12 ha ziemi ornej. Za to kramarze i średniozamożni rzemieślnicy od kilkudziesięciu do kilkuset ha [116]. Otrzymany obraz nie jest jasny, lecz wynika to ze szczątkowych danych jakimi dysponuje badacz tej problematyki.
Z przedstawionych zestawień wynika, że mieszczanin średniowieczny pracował dłużej niż współczesny nam pracownik. Inna była wydajność pracy, wyższa dzisiaj, inne tempo - w średniowieczu bardziej regularne, ale i oczekiwania i nastawienie do pracy. Od pewnego momentu czas nabrał wartości, co wzmocniło wynalazczość, by przyspieszyć czas pokonywania odległości.
Średniowieczna rodzina  jest formą przedsiębiorstwa, w którym małżeństwa zawierane są by podnieść siłę ekonomiczną i prestiż - świadczą o tym kariery i upadki rodzin bankierów i mniejszej rangi urzędników (które źródła szczęśliwie dla badaczy rejestrują). Rodzina miejska zmniejszyła liczbę używanych terminów pokrewieństwa w porównaniu do rodziny wiejskiej (40 na wsi zredukowanych do 15 w mieście) [146]. Zdaniem Henryka Samsonowicza taka zmiana wynika z odmiennego charakteru gospodarczego rodziny wiejskiej i miejskiej. Na wsi spadkobiercą była osoba spokrewniona, w mieście często wspólnik, tj. spadkobierca gospodarczy. Rodzinę miejską badacz nazywa „rodziną gospodarczą” w przeciwieństwie do wiejskiej, tzw. „rodziny naturalnej” [147].
Wreszcie miasto stanowi ważną siłę polityczną w średniowieczu, z którą muszą liczyć się władcy, a której znaczenia w układzie sił nie zawsze doceniają badacze. TO siła ekonomiczna i polityczna. Wzrost znaczenia miast polskich pozwolił w połowie XV wieku Kazimierzowi Jagiellończykowi na poprowadzenie tzw. wojny 13-letniej z Zakonem Krzyżackim. W apogeum siły politycznej nie doszło do wytworzenia się reprezentacji stanowej miast. Wręcz przeciwnie. Henryk Samsonowicz podkreśla rywalizację miast między sobą tak w sferze ekonomii, jak i polityki, które nie pozwoliły na stworzenie spójnej polityki stanowej, a w efekcie doprowadziły do uzależnienia od szlachty. 
Kultura umysłowa mieszczaństwa jest użytkowa. Odnosi się do działalności zawodowej - rzemieślniczej, kupieckiej. Lub jest nieuchwytna, gdy rozpatrujemy najniższe grupy społeczne - jak choćby najniżej stojący w hierarchii prawnej plebs. Do zmiany dochodzi w XV wieku. Zmianę rejestrują badacze w działalności bractw, w ich fundacjach. Zasięg kultury książki jest trudny do oceny. Mieszczanie są uchwytni przede wszystkim  przez pryzmat działalności gospodarczej.
I taka jest synteza Henryka Samsonowicza - miasto i jego mieszkańcy są od powstania poprzez rozwój idei miasta nierozerwalnie połączeni. Źródła gospodarcze dostarczają najwięcej informacji. Dobrobyt mieszczan był równoznaczny z wzrostem znaczenia miasta. W Europie Zachodniej ich autonomia była jednak szersza. Niewykorzystana szansa, czy mankamenty lektury materiałów źródłowych? A przecież status Gdańska to historia transnarodowego emporium, z którym musiały się liczyć walczące od Dominium Maris Baltici państwa. 

środa, 1 czerwca 2011

Wiesz pan, czyli zwyczaj-obyczaj

- Moja córka o drugiej wraca z wesela. O której wyjeżdżacie - pyta szefa orkiestry dętej matka jednej z młodych orkiestrowiczek. W jej donośnym głosie wyraźnie pobrzmiewa duma.
- O czwartej trzydzieści.
- A mówiła może nie pojadę. Ale pan Z. prosił - kontynuuje rozmowę mama z odległości co najmniej dziesięciu metrów od odbiorcy tak, że bez problemu można słyszeć podlaski zaśpiew.
- Wyśpi się w autobusie. Orkiestra gra dopiero wieczorem następnego dnia - usprawiedliwia pan Z.
- A poza tym ona nie jest panną młodą - dodaje raźno.
- No, wiesz pan, niech się przyzwyczaja - rezonuje mama.
W rozmowie była mowa jeszcze o nocy poślubnej, do której z ironią nawiązał pan Z. w odpowiedzi na "przyzwyczajanie".

poniedziałek, 16 maja 2011

Przegląd koncepcji życia politycznego między Odrą a Wisłą do panowania Mieszka I

Ten niezwykle użyteczny dla studenta i przystępnie napisany przegląd już raczej historycznych teorii powstania państwa polskiego (Książka i Wiedza, 1987) kończy się na ustaleniach Henryka Łowmiańskiego z końca lat 70. 

Przyczyny powstania państwa Piastów Jerzy Strzelczyk upatruje, za swoim Mistrzem, Henrykiem Łowmiańskim, w dwóch procesach: w integracji wymuszonej bodźcami zewnętrznymi oraz w talentach wodzowskich rodu. Innymi słowy chodzi o spowodowane zagrożeniem ze strony cesarstwa jednoczenie się plemion sąsiadujących z ludami zamieszkującymi dorzecze Warty. Miało ono wymusić na na "Polanach" - na zasadzie efektu domina - integrację wewnętrzną połączoną ze skuteczną ekspansją na sąsiednie terytoria, zanim wojska margrabiów cesarstwa Ottonów podjęły ekspansję na tereny na wschód od Odry. 

Zdaniem Henryka Łowmiańskiego powstanie państwa Mieszka w latach 60. X wieku stanowiło efekt ewolucyjnych zmian zapoczątkowanych prawdopodobnie przez Siemomysła. Mieszko I miał być jedynie kontynuatorem polityki swoich poprzedników. 

Koncepcja integracji od struktury (wielo)plemiennej do struktury państwowej na skutek zewnętrznego zagrożenia i reakcji na katastrofy przyrodnicze obowiązuje w podręczniku do historii w I kl. liceum (Seria "Poznać, zrozumieć",WSiP 2007, ss. 212-214). Mieszko jest tutaj rodowym kontynuatorem polityki swojego dziada i ojca, a powstanie państwa polskiego jest rezultatem zarówno długotrwałego procesu przeobrażania organizacji życia wspólnotowego, jak i geniuszu rodu Piastów, którego przedstawiciele doprowadzili do uformowania silnej władzy książęcej.