niedziela, 27 marca 2011

Foto z VI Półmaratonu Warszawskiego

Fot. JM. Zwycięzca  i rekordzista Sammy Kigen Korir - 1:01:18

Fot. JM. Dziwne uczucie.

Fot. JM. Na 20 minut przed startem.

Fot. JM. 10 sekund po starcie.

Fot. JM. Wystartowało ok. 4750 uczestników.

poniedziałek, 21 marca 2011

Hajnówka w pamięci Władysława Zina

Książka wyjątkowa zarówno w treści jak i stylu przekazywania informacji. Jej autorem jest jeden z niewielu Hajnowian pamiętających osadę sprzed II wojny światowej, członek zasłużonej dla miasteczka rodziny Zinów. 
Wyjątkowy charakter książki, zadedykowanej mieszkańcom podlaskiego miasteczka, wiąże się z przekazaniem osobistych doświadczeń. Autor pasjonująco opowiada o życiu codziennym mieszkańców, zwraca uwagę na jego detale, czym daje dowód badawczego zainteresowania, szczególnej wrażliwości i przekonania, że całość życia mieszkańców miasteczka jest misterną tkaniną zależności gospodarczych, demograficznych i obyczajowych. 
Książka jest przemyślaną konstrukcją. Połączono w niej opis pojedynczych wydarzeń, zestawiano łączono w ciągi dane tak, by stworzyć pewną wizję całości, wizję procesu zmian zachodzących w niewielkim puszczańskim miasteczku na przestrzeni niecałych stu lat. Przeważają informacje o okresie przedwojennym. Wydaje się, że okres po 1945 roku został opisany pobieżnie. Na pewno osią opowieści jest perspektywa osobista autora - pracownika hajnowskiego tartaku, miłośnika motoryzacji i osoby mocno zaangażowanej w życie wspólnotowe Hajnówki. Tym należy uzasadniać wybór tematu i proporcje.
Wyjątkowe znaczenie mają wszystkie informacje związane z życiem codziennym mieszkańców miasteczka. Zwraca uwagę fakt, że najwięcej detali dotyczy okresu przedwojennego. Mamy informacje o materialnych warunkach życia, o strojach, o służbie zdrowia, o rozrywkach i transporcie. Autor zwraca uwagę na zróżnicowanie narodowe i religijne. Pisząc o warunkach materialnych życia w ogóle, czy o żydowskich mieszkańcach miasteczka, posiłkuje się informacjami z miejskiej topografii. Dane o dawniej istniejących domach, miejscach działania instytucji zestawia ze współczesnym stanem, co jest szczególnie pomocne nie tylko dla młodego czytelnika. Swoje uprzywilejowane miejsce ma tematyka motoryzacyjna, której detale mają znaczenie przy formułowaniu uogólnień natury gospodarczej. Choć wiadomo, że narracja, którą tworzy autor w większości oparta jest na jego pamięci, wspomagana wspomnieniami jego rówieśników, cały szereg danych o życiu codziennym jest unikalnych. Mając na uwadze ułomność pamięci piszący nie absolutyzuje przekazywanych informacji. 
Ośrodkiem życia miasteczka są zakłady przemysłu drzewnego. Śledząc rozwój „Tartaku” i „Chemicznej” można w przybliżeniu zrekonstruować prosperity miasteczka. Zdaniem Władysława Zina najlepszy okres rozwoju miasteczka to lata 70. i 80., kiedy z produkcji drewna tartaczne zakłady przestawiły się na wyrób mebli. Trzeba w związku z powyższym mieć na uwadze, że cały okres poprzedzający, od końca II wojny światowej, charakteryzuje odbudowa potencjału zatrudnienia miasteczka. Autor podkreśla, że w związku z ograniczeniem bazy surowcowej dla zakładów drzewnych wielu mieszkańców Hajnówki wyjechało do centralnej lub zachodniej Polski w poszukiwaniu satysfakcjonującej ich ambicje pracy. Należy również pamiętać o liczbie mieszkańców miasteczka. Mimo migracji z okolicznych wsi obecnie wynosi ona około 21 tyś. (dane z 2007 roku), gdy w najlepszym okresie było ok. 25 tyś. mieszkańców. Nie wypada zbyt optymistycznie traktować innych danych: otóż 150 specjalistów w obecnych zakładach przemysłu drzewnego (a właściwie nie wiemy czy dotyczą te dane tylko obecnie istniejącej fabryki mebli Forte, czy w ogóle) z tytułem inżyniera lub technika w porównaniu z 15 specjalistami z okresu przedwojennego nie odzwierciedlają wyjątkowego skoku jakościowego pracowników zatrudnionych w Hajnówce. Jest to raczej wskaźnik ogólnego efektu zmian wzrostu poziomu edukacji w rozważanym okresie. Zwraca za to uwagę inny fakt: duży wkład lokalnego środowiska w stworzenie bazy do edukacji zawodowej mieszkańców miasteczka. Być może jest tak - niestety nie możemy poprzeć tej hipotezy danymi - że większość ze wskazanej liczby 150 osób rekrutuje się spośród miejscowej ludności. Można zakładać z dużym prawdopodobieństwem, że fala imigracji dalekiej nie była tak znacząca w Hajnówce w okresie powojennym. Dotyczy to zapewne jedynie pojedynczych osób - choć wiadomo autorowi jedynie o tych wysoko kwalifikowanych, jak choćby lekarze, którzy znacząco przyczynili się do rozwoju miasteczka.
Jak we wstępie tak i w podsumowaniu Władysław Zin zwraca uwagę na symboliczny charakter swoich wspomnień. Pisze z nadzieją o kontynuacji pracy nad dziejami Hajnówki przez kolejną generację, nie kusi się o podsumowanie, może jakby wiedząc, że w momencie publikacji miasteczko nie żyje w okresie prosperity. Pisząc o przeszłości autor zwraca uwagę na ogromny wkład w rozwój miasteczka, jakiego dokonali mieszkańcy pod kierunkiem społeczników i pasjonatów. Wskazuje na ich przykładne poświęcenie, zapał w inicjowaniu i realizowaniu inwestycji - tartak, komunikacja miejska, szpital, cerkiew pw. św. Trójcy, szkolnictwo i służba zdrowia. Także z tego względu praca Władysława Zina jest bardzo optymistyczna. Jest tak, mimo iż brakuje wskazania tych sfer życia gospodarczego, które mogłyby dać impuls do rozwoju miasteczka. Trudno bowiem sobie wyobrazić, że może to być nadal przemysł drzewny, choćby w jeszcze bardziej zmodernizowanej formie, jak to pokazuje przykład obecnie budowanej fabryki płyt Ikea, w pobliżu niedalekiej Orli. 
Prawdopodobnie pewna liczba miasteczek miała podobny los do tego Hajnówki, tj. powstała jako efekt eksploatacji znajdujących się w pobliżu dóbr. Dobro, jakim jest Puszcza Białowieska, pozostaje. Czy Hajnówka też?
Władysław Zin, Hajnowskie wspomnienia. Pożegnanie z przeszłością, Hajnówka 2010. 

czwartek, 17 marca 2011

Izraelici w średniowiecznej Europie środkowej

Ta niewielka książeczka stanowi dużą wartość poznawczą. Napisana przez historyka-mediewistę, stanowi niewielkie objętościowo acz bogate kompendium wiedzy o wspólnocie żydowskiej terytoriów Węgier, Czech i Polski tej epoki. 
Bez wahania można polecić ją jako pierwszą lekturę, jest bowiem napisana językiem zrozumiałym, a mimo że autorka ma na uwadze upowszechnienie wiedzy, nie posuwa się do uproszczeń. Narrację cechuje troska o kompetentne poinformowanie czytelnika o stanie wiedzy w wybranych dziedzinach. Bez nadmiernego obciążania detalami i świadoma skromnej bazy źródłowej dla średniowiecza autorka stara się dać wyważony obraz nowopowstającej wspólnoty koncentrując się na kilku aspektach: w jaki sposób powstała, jakimi zasadami się kierowała, jak reguły organizacji życia wspólnoty zmieniały się na przestrzeni pięciu wieków (od X do XV wieku) na obszarze wymienionych wyżej państw. 
Powstanie kolonii żydowskich na terenie Europy środkowej wymaga rozróźnienia dwóch podstawowych pojęć charakteryzujących izraelicką diasporę (Żydzi aszkenazyjscy i sefardyjscy), i odniesienia się do starożytnych doświadczeń wygnania. Pytanie o moment założenia osad pozostaje zazwyczaj bez odpowiedzi. Łatwiej jest mówić o kierunkach napływu osadnictwa. 
Punktem ogniskującym uwagę autorki jest kwestia funkcjonowania wspólnoty, szczególnie w relacjach z nieżydowskim otoczeniem, wewnątrz którego przyszło im żyć. Znajdziemy tam zatem odpowiedzi na pytania w jakich częściach wspólnot miejskich znajdowały się dzielnice izraelickie, jakie prawa mieli środkowoeuropejscy Żydzi w średniowieczu, jakie podatki i komu płacili, kto pełnił funkcje sądownicze. 
Kwestia relacji żydowsko-chrześcijańskich przenika niemal całą relację. Jest kluczowa dla zrozumienia życia diaspory żydowskiej w Europie, także z punktu widzenia działania instytucji wspólnotowych, i równie dobrze jako uzasadnienie dla ochrony kolonii żydowskich przez władze monarsze. Za kluczową autorka uznaje tutaj najczęściej cytowaną augustyńską doktrynę „świadectwa prawdy”, która mówi, że obecność i poniżanie Żydów są konieczne dla realizacji planu boskiego i należy oczekiwać aż strażnicy Starego Testamentu nawrócą się na chrześcijaństwo (s. 47-48). W ogóle zaś status prawny Izraelczyków w średniowieczu związany był z doktryną Kościoła, w której wskazano ich miejsce w świecie chrześcijańskim określając ich rolę jako servitus Judeorum, czyli „niewola żydowska”. 
Drugą ważną częścią składową koncepcji pracy jest skupienie uwagi na prawie żydowskim i omówienie jego ewolucji w środkowoeuropejskich gminach. Nowym elementem kontaktów między wspólnotami były tzw. responsy, czyli odpowiedzi na pytania prowokowane palącymi problemami życia wspólnoty formułowanymi przez rabinów i kierowanymi do rabinów z innych miast. Dzięki nim można wskazać, że centrum refleksji talmudycznej znajdowało się w Pradze. Mówią nam one również o tym, że wspólnoty miały wiele własnych sposobów radzenia sobie z problemami  prawa żydowskiego. 
Hanna Zaremska podkreśla w konkluzji, że środkowoeuropejskie osadnictwo w średniowieczu należy traktować jako etap w procesie budowania wspólnoty, zanim migracja przesunęła się w kierunku Europy Wschodniej, w wiekach XVI-XIX.

poniedziałek, 28 lutego 2011

O Kazimierzu Wielkim popularnonaukowo

Redaktor serii popularnonaukowej „Światowid”, Anna Klubówna, wyspecjalizowała się w upowszechnianiu wiedzy o historii Polski późnego średniowiecza obierając za punkt wyjścia swoich książek znane postacie. Mając na uwadze tytuły i wydania jej książek znacząca w jej dorobku pisarskim jest osoba króla Kazimierza Wielkiego i życie społeczne wyznaczonego latami jego panowania oraz postacie królowych, opisane w „Czterech paniach Jagiełłowych” (1983). Książka poświęcona osobie ostatniego z Piastów na tronie królewskim doczekała się ponownego, poszerzonego wydania - „Ostatni z wielkich Piastów” (1970). Oddzielny tekst Anna Klubówna poświęciła Zawiszy Czarnemu, żonie Jagiełły Jadwidze. Jej drugą, a pierwszą znaną, obecną do dzisiaj na rynku antykwarycznym, książką jest „Krajobraz z tęczą” (1960, 1986 - 3 wyd.), w której podjęła się przybliżenia biografii artystów poczynając od Fidiasza, kończąc na Pablo Picassie.
Cechą popularyzującego wiedzę historyczną pisarstwa Anny Klubówny jest koncentracja na biografii postaci i ekskursy objaśniające tło społeczne, gospodarcze i polityczne. Równie kluczowe znaczenie ma  przystępny język wykładu i sposób obrazowania - autorka obiera rolę narratora-przewodnika lub narratora-detektywa, dociekliwego weryfikatora legend i utartych opinii. Anna Klubówna jest absolwentką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, była pedagogiem tajnego nauczania i polonistką w liceum w Prudniku. W latach 50. rozpoczęła pracę w państwowym wydawnictwie i pisanie tekstów popularyzujących historię wśród młodzieży. Pierwszą jej książką był zbiór opowiadań „W naszej ojczyźnie” napisany wspólnie z J. Stępniową. 
Książka „Kazimierz Wielki” ukazała się w 1967 roku w licznie reprezentowanej serii wydawniczej wydawnictwa „Książka i Wiedza”. Biografia monarchy musiała odnieść sukces wydawniczy, skoro wkrótce ukazało się jej kolejne, nieco poszerzone wydanie. 
Kazimierz Wielki jest postacią pozytywną. Autorka stawia go wśród trzech najwybitniejszych władców Europy Środkowej XIV wieku i daje mu nawet laur pierwszeństwa wskazując, że jak nikt inny potrafił postawić interes kraju nad korzyści dynastyczne (s. 312). Sympatia Anny Klubówny do polskiego monarchy nie powinna nikogo zaskakiwać, mając na uwadze liczne legendy o nim. Jego działania od początku rządów były zazwyczaj znakomicie przeprowadzone (s. 17). Ponadto był przystojny (s. 17) i ... życiowo ustabilizowany (s. 47). Przekonująco argumentuje, że jego dziewięć partnerek nie było niczym nadzwyczajnym w epoce, kiedy dostojnikom kościelnym stawiano zarzut o rozwiązłość seksualną, a dysponujemy świadectwami sugerującymi możliwość zastępowania małżonka w sytuacjach intymnych jako zwyczaj budzący nie (s. 269 i następne). Kreując pozytywny obraz władcy autorka zwraca uwagę na umiejętności dowódcze Kazimierza Wielkiego (s. 86), które niekiedy służą jako usprawiedliwienie jego działań, nie do końca mogących uchodzić za sprawiedliwe. Zachowywanie pozorów, czy niewywiązywanie się z przyrzeczeń (s. 70) stanowiło jedno z uznanych działań dyplomacji i polityki matrymonialnej, na długo przed Machiavellim. Za najważniejsze dzieło króla Anna Klubówna uznaje bez wątpienia  utworzenie studium generale, czyli Akademii Krakowskiej (s. 290). 
Ciąg pozytywnie ocenianych działań monarchy bywa niekiedy przerywany eufemistycznymi sformułowaniami usprawiedliwień. „Przedziwna seria zabiegów Kazimierzowych” - pisze autorka o usiłowaniu anulowania ratyfikacji postanowień pokoju wyszehradzkiego z 1335 roku (s. 58). Większe zdumienie budzi inny aspekt działalności monarchy. Rozprawiając o aktywności budowlanej władcy stwierdza, ustaliwszy uprzednio stan rzeczy, że „ku naszemu zdziwieniu dla obronności Krakowa nie zrobił nic.”(s. 167). Ciąg usprawiedliwień na tym się nie wyczerpuje. Anna Klubówna sięga po cudzysłów - czym puszcza oko do czytelnika - gdy pisze o polityce monetarnej króla polskiego - określając go „sprawiedliwym” (s. 196-197).  Nieuczciwe działania polegały bowiem na patronowaniu psuciu monety srebrnej przez edycję pół i ćwierć groszy o mniejszej zawartości srebra. 
Skutecznym sposobem kreowania pozytywnego obrazu monarchy było przedstawianie w negatywnym świetle jego przeciwników politycznych. Z Zakonem Krzyżackim i dynastią Luksemburgów Kazimierza Wielkiego łączył odziedziczony spór o terytoria. Autorka tworzy zatem panoramę relacji międzynarodowych przytaczając argumenty propagandowe, których używali współcześni władcy, jak choćby ten z kroniki Janka z Czarnkowa - „brodacze z czarnymi krzyżami”, z którego uczyniła tytuł jednego rozdziału (s. 44). Repertuar negatywnej propagandy wobec Luksemburgów też był wykorzystywany. Wydaje się jednak, że pośrednio, jako ocena działań sąsiadującego monarchy. Jan Luksemburski był wiecznym dłużnikiem (s. 76), awanturnikiem, choć dzielnym jak zaznacza podając moment jego śmierci (s. 92). Jego syn Karol uchodził za postać pełną sprytu, przebiegłą - a ponieważ nie była to zła cecha, zwłaszcza w dyplomacji, autorka przytacza tytuł Pfaffenkönig - kleszy król, czyli władca na usługach papieża. Obydwu Luksemburgom nie szczędzi uszczypliwości: do Akwizgranu go nawet nie wpuszczono [Karola] (s. 91). Kiedy indziej totumfacko: ...ale nie martwmy się o Karola: da sobie radę (s. 92). W końcu książki wymienia Karola wśród trzech najlepszych władców; gdzie indziej daje charakterystykę - wykształcony, cierpliwy i przebiegły dyplomata (s. 95). Retorykę autorki można by usprawiedliwić przyjętym założeniem związanym z faktem, że odbiorcą książki miał być młody czytelnik, któremu należało przedstawić postacie w sposób wyrazisty. Czy jednak takie postępowania nie wprowadza ryzyka uproszczenia obrazu poprzez poprowadzenie linii podziału na jednoznacznie pozytywne i negatywne typy postaci? W biografii autorstwa Anny Klubówny można taki podział zarysować bez trudu. Wypada zauważyć brak wprowadzenia do źródeł historycznych, z których czerpiemy informacje o postaciach i epoce. Jego obecność sprawiłaby, że charakterystyki postaci zyskałyby jeszcze na wiarygodności, a przy okazji uzyskalibyśmy dodatkową wiedzę o piśmiennictwie epoki i strategiach literackich.

Obraz postaci Kazimierza Wielkiego nie jest jednak bez skaz. Dzieje się też tak dlatego, że uwagę skupia autorka na zjawiskach społecznych, wskutek czego nie przytłaczają pozytywy charakterystyki polskiego władcy.
Ważną część biografii Kazimierza Wielkiego stanowią dygresje na temat stanu państwa, obrazu społeczeństwa i polemiki z utartymi sądami o władcy polskim. 
Anna Klubówna przedstawia życie chłopów, rzemieślników wpisanych w ramy nowego zjawiska, jakim było osadnictwo na prawie niemieckim. Autorka dba o przedstawienie strony ekonomicznej życia poszczególnych warstw społecznych pokazując liczne współzależności między stanami. W narracji specjalne miejsce zajmują chłopi i przedstawienie tezy mówiącej, że osadnictwo na prawie niemieckim stworzyło warunki do relatywnie swobodnego gospodarowania korzystającym z niego chłopom. Powstanie pozytywnego obrazu sytuacji materialnej takiego chłopa - chłopa z nowo założonej wsi na prawie niemieckim - było możliwe dzięki zestawieniu z ograniczeniami prawnymi narzuconymi przez szlachtę w późniejszych wiekach. Trudno dyskutować z postępującym procesem ograniczenia praw stanu trzeciego. Tendencję zmiany na gorsze widać również w opisie grupy mieszczańskiej, choć ci, zaradniejsi dzięki bogactwu, mogli zmieniać przynależność stanową. Obraz zmian społecznych przedstawiany przez Annę Klubówną jest wyważony dzięki dużej liczbie przykładów karier lub niechlubnych upadków. Równie ważne jest dla autorki uchwycenie wizji całości życia we wsi lub mieście średniowiecznym, choćby w fotograficznym skrócie. Powieściowe opisy z punktu widzenia przewodnika są bardzo atrakcyjne dla młodego odbiorcy, nie odnoszą się jednak do konkretnej rzeczywistości miejskiej. Są sumą wiedzy, przełożoną na literacki konkret. Pełnią rolę impulsu poznawczego, odnoszą się do marzenia o podróży w czasie, o spacerze po mieście czy wsi średniowiecznej. (s. 108) 

Tworząc obraz społeczeństwa lub jego części z myślą o nieobeznanym z wynikami najnowszych badań czytelnikiem Anna Klubówna posługuje się uproszczeniami, wychodząc w rozważaniach od zdroworozsądkowych definicji, jak np. ...jeżeli miasto nazwiemy większą osadą ludzką, której byt jest oparty na rzemiośle i handlu... (s. 158). Taka strategia pozwala na stopniowe komplikowanie obrazu, w oparciu o jednostkowe historie, nie na tyle jednak by zgubić odbiorcę w gąszczu niepowtarzalnych, niedających się uogólnić mikrohistorii. Niekiedy stanowi pretekst do polemiki z utrwalonymi sądami. Czy Kazimierz Wielki był królem chłopów? - pyta autorka wprowadzając kwestię polemiczną (s. 98). Przyjdzie nam znowu rozwiać legendę o mądrym i sprawiedliwym królu Kazimierzu - zapowiada kiedy indziej mało pochlebny królowi polskiemu fragment rozważań (s. 194). Polemika z utrwalonymi sądami o władcy jest oparta o odniesienia do przykładów, nie zawiera wyjaśnień zdroworozsądkowych, czym budzi dodatkowe zaufanie czytelnika. 

Z całą mocą należy podkreślić, że „Kaziemierz Wielki” Anny Klubówny to bardzo dobry przykład książki wprowadzającej młodego czytelnika. 
Po jej lekturze można polecić inne, nieco trudniejsze, jak choćby wydaną po raz pierwszy w 1970 roku „Złotą jesień polskiego średniowiecza” Henryka Samsonowicza, czy tego samego autora „Życie miasta średniowiecznego” (Warszawa 1970). Można zaryzykować twierdzenie, że lata 70 zapoczątkowały badania nad aspektami życia społecznego, szczególnie miejskiego, późnośredniowiecznej Polski. 

wtorek, 8 lutego 2011

Pozdrowienie

Wynurzył się dość niespodziewanie zza starej murowanej stodoły, przylegającej do drogi asfaltowej. Na sobie miał fufajkę i filce. Na głowie czapkę "uszankę", z odwiniętymi bokami. Był średniego wzrostu, o pełnej, okrągłej i ogolonej twarzy,  na pewno po 40-ce. Z powodu niedbałego stroju i nagłego pojawienia się mógł niepokoić.
- Sport to zdrowie - zagadnął. Zabrzmiało to jak powitanie, pozdrowienie i komentarz w jednym.
- Dzień dobry - odpowiedziałem mijając.
Nieznajomy odpowiedział tym samym.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Oznaka dobrobytu

- Proszę pozdrowić małżonkę - kontynuowała pożegnanie sądząc po głosie, starsza pasażerka z sąsiedniego przedziału.
- Nie omieszkam - odezwał się miły męski głos. - Dziękujemy za wizytę. Życzę udanej podróży - kończył bardzo spokojnie i ciepło. Jakoś miło i bezpiecznie zrobiło mi się.
Chwilę później rozpoznałem  mężczyznę po głosie. Stał naprzeciw okna wagonu. Wysoki, szpakowaty i uśmiechnięty. Około czterdziestki. Miał na sobie szerokie spodnie z kolorze zgniła zieleń i brązowe buty. Próbował zapiąć krótką zimową kurtkę i jednocześnie utrzymywał kontakt wzrokowy z pasażerką.
Z naprzeciwka nadeszło dwóch, ubranych w jaskrawo zielone kamizelki funkcjonariuszy Służby Ochrony Kolei. Jeden z nich prowadził wilczura. Kiedy znajdowali się w odległości 2-3 metrów mężczyzna zmienił obiekt zainteresowania. Z uśmiechem od ucha do ucha zagadnął:
- A co u nas też szykuje się przewrót? - dziarsko rozpoczął. Tym pytaniem chyba nieco zbił z tropu SOKistów. Nie dał im jednak dojść do głosu.
- Oj przydałaby się i u nas zmiana rządów. Może nowy rząd byłby lepszy - perorował. Funkcjonariusze nie weszli w rozmowę. Z resztą po ostatnim zdaniu, mężczyzna błyskawicznie uporał się  z zamkiem kurtki, jeszcze raz pomachał żwawo pani zza szyby i,  zadowolony z własnych dokonań, pomknął peronem.

środa, 19 stycznia 2011

"Sztukmistrz z Lublina" Izaaka Bashevisa Singera

Niezwykle obrazowe, bliskie realizmowi, komponowanie dialogów i sekwencji wydarzeń sprawia, że opowiadanie czyta się znakomicie. Mamy do czynienia z autorem, który dba o detale (tłumacz również w pewnej mierze). 
Singer podejmuje problem moralny. Problem wyboru, szerzej stosunku do własnej tradycji człowieka żyjącego w społeczeństwie wielokulturowym, do tradycji definiowanej przez pochodzenie, przynależność do grupy religijnej i narodowej mniejszościowej. 
Można odnieść wrażenie, że Jaszka Mazur, tytułowy sztukmistrz z Lublina, to postać, która posłużyła autorowi do przekazania własnych przemyśleń i opisania wspomnień związanych z lubelską prowincją i Warszawą. Stąd zapewne dbałość o detale, pieczołowicie, pożądliwie przywoływane z pamięci. Konstruując rolę Jaszki Mazura, prowincjonalnego kuglarza, Singer sugeruje, że tacy jak on - emigranci żyjący pamięcią o spędzonej za oceanem młodości - nie mogą oderwać się, oderwać się i zapomnieć przeszłość, a następnie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Żyją w murach własnej wyobraźni, takich jak te rzeczywiste zbudowane już rabinowi Jakubowi na podwórzu gospodarstwa jego żony Estery.
Jaszka Mazur nie próbował wydawałoby się uciec daleko, tylko do stolicy, no może w planach krążyła słoneczna Italia w towarzystwie Emilii. Ostatecznie to jednak w Warszawie rozgrywa się moment przełomowy życia lubelskiego Żyda. Singer uczynił z Jaszki postać modelową, by pokazać jak Bóg, jak tradycja religijna, kształtują dorosłe życie w taki sposób, że tworzą granicę, za którą mimo prób nie sposób się wydostać. Los Jaszki, początkowo żydowskiego lekkoducha i kobieciarza, sympatycznego materialisty i postępowca, deisty i krnąbrnego krytyka tradycji, który w rezultacie zostaje żydowskim pustelnikiem, można interpretować jako przykład i efekt dobroczynnej boskiej ingerencji. Obecność Boga unaocznia się w miarę upływu czasu. Wydaje się bowiem, że Bóg postanowił zadrwić z Jaszki i zmienić jego los w ciągu jednego dnia, w rezultacie kilku przypadkowych wydarzeń. 
Czy dla piszącego opowiadanie w latach 50 XX wieku Singera nie istnieje wielokulturowe społeczeństwo? Ależ i owszem. Otrzymujemy ciekawy opis żydowsko-polskiej Warszawy i żydowskiej prowincji. Jednak można sądzić, że w Sztukmistrzu z Lublina społeczeństwo go nie interesuje, zaciekawia go jednostka jakoś uwikłana w wielotradycyjne układy. Wielokulturowość Jaszki przegrywa z mocą żydowskiej tradycji. I jest to porażka ratująca bohatera.  Jednakże poza tragicznie zmarłą akrobatką Martą, inne kobiety sztukmistrza z Lublina, radzą sobie w różnorodnym świecie, w tym samym, w którym Bóg „przemówił” do sumienia Żyda każąc mu ograniczyć poznanie świata do czterech ścian pustelni, by nie ulegać więcej pokusom. 
Dlaczego warto przeczytać Sztukmistrza z Lublina? Dla realistycznych dialogów i kunsztownie szczegółowych opisów. Także dla wyjątkowej perspektywy, z jakiej oglądamy XIX-wieczne realia, z punktu widzenia Żyda. Dla mnie było warto także dlatego, że... do tej pory tak często występującej nazwy miejscowości Piaski (lubelskie) nie widziałem w żadnym utworze.
PS. W sobotę w Teremiskach gra Sztukmistrza z Lublina teatr NN.